Już w kilka godzin po ostatnim egzaminie czułam, że gdzieś mnie niesie. Chyba zaczynało mi się nudzić - bo cóż robić, skoro człowiek ma wolne, nie musi nigdzie pędzić i gospodarować czasu z tygodniowym wyprzedzeniem?
Przez ponad miesiąc potrafiłam się czymś zająć - czytałam na potęgę, obejrzałam wszystkie zaległe filmy, spotkałam się ze znajomymi studiującymi w innych miastach. I podróżowałam.
Rzecz w tym, że właśnie skończyłam wszystkie seriale, chwilowo żadna książka do mnie nie przemawia, a kolejny wyjazd dopiero za cztery dni. Złapała mnie najpospolitsza choroba świata. Nuda.
Wróciłam więc na bloga. Innego, niż kiedyś - ale przecież literki wciąż stawia się tak samo:)